dziennik

Witajcie : )
W ramach możliwości i dostępu do internetu postaramy się możliwie na bieżąco wrzucać informację z każdego dnia wyjazdu. Może też czasem jakieś foto też uda się przemycić.
Czekamy na Was Kochani !

 

Dzień 1

Pobudka o 4 rano. Niezapowiedziana i nie planowana… Próbujemy zasnąć. Niestety sporo przed 6 rano i budzikiem gawrony i kawki odprawiają poranny sejmik, tak głośno, że spokojnie przekrzyczałyby ten na wiejskiej:) Wstajemy o 6, szybkie śniadanie, zapakowanie auta i w drogę. Zaczynamy ją jeszcze od porannej Mszy. Wyruszamy o 8:40. Do Ustrzyk Górnych dojeżdżamy ok godzny 17:15, robiąc wcześniej małą przerwę.
W ramach KGP wchodzimy na przedostatni szczyt Tarnicę i jedziemy na nocleg na pole namiotowe. Obok naszego namiotu rzeka, która umilała nam sen oraz… średnie towarzystwo, ktore jednak zasypia przed północą.

Dzień 2
Budzimy się z gorącą, to znak że trzeba wynosić się z namiotu. Słońce wstało dużo wcześniej niż my, ale odespać też trzeba. Jest szalona 7:20, a mimo to w namiocie gorąco. Jemy śniadanie, pakujemy namiot. Do granicy ok 1,5 godziny. Granicę przekraczamy w Krościenku, a zajmuje nam to niecałą godzinę. Pogranicznicy zarówno Polscy jaki Ukraińscy bardzo mili, choć Ukraiński celnik po dowiedzeniu się że jedziemy do Gruzji stwierdza, że nie dojedziemy. Na moje pytanie : dlaczego? Nie odpowiada.
Niestety po dojeździe do Lwowa stwierdzamy, co podejrzewaliśmy po drodze, że „poszło” łożysko w rolce napinacza paska (wymieniane kilka miesięcy przed wyjazdem). Gwiżdże jakby ktoś nam turbo dołożył, choć mocy nie przybyło. Sklepy raczej pozamykane wiec idziemy zwiedzać Lwów : )  Największe wrażenie robi na nas Katedra Łacińska.

Po powrocie na nocleg (nocujemy w Polskiej parafii Franciszkanów).

Włączam laptopa, by wrzucić info na stronę i niestety laptop odmawia definitywanie posłuszeństwa. Po godzinie walki (przed północą) odpuszczam.

Dzień 3
Prawdopodobnie laptop stracil prawie nowy dysk, wiec nie wiem czy pojawią się zdjęcia, ale zobaczymy wkrótce.

Rano idziemy na Mszę do Franciszkanów, dowiadujemy się że dziś we Lwowie obchodzone jest Uroczystość Bożego Ciała. Jesteśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni rozmachem procesji i ilością uczestniczących w niej ludzi. Jemy obiad w restauracji Bartłomiej (trochę drogo, ale jedzenie wynagradza wszystko i cena przestaje mieć znaczenie), a następnie idziemy na długi spacer do Parku Stryisky’ego.

Czy warto przyjechać do Lwowa? Uważamy, że naprawdę warto! To naprawdę piękne miasto z zaskakująca ilością zabytków i… Polaków. Bardzo przyjazne, sympatyczni ludzie oraz dziesiątki nastrojowych uliczek mieszczących ogródki restauracji,gdzie można skosztować lokalnych specjałów czy choćby napić się kawy przy muzyce na żywo.

Dzień 4
Wstajemy, jemy śniadanie i wyruszamy w stronę granicy. Po drodze szukamy napinacza paska, ale po odwiedzeniu kilku sklepów motoryzacyjnych oddajemy sprawę Bogu i jedziemy w stronę granicy rosyjskiej. Po przejechaniu ok 700 km zatrzymujemy się na nocleg w hotelu Guesthouse 7-ya, jakieś 160 km od granicy rosyjskiej. Hotel znajduje się w polu bez żadnej miejscowości. Pokój w wysokim standardzie z klimatyzacją i TV, z którego nie korzystamy.

Dzień 5
Po spokojnej nocy koło godziny 8 jemy śniadanie i udajemy się w drogę. Przed nami również około 700 km i … przejście graniczne z Rosją. Strona Ukraińska – szybko i bez problemu. Strona Rosyjka – bez problemu ale wolno… Największym problemem było przygotowanie i wypełnienie dokumentów dotyczących wjazdu samochodem na terytorium Federacji Rosyjskiej. Po wypełnieniu jednego dokumentu okazuje się, że brakuje nam jeszcze dwóch, po wypełnieniu pozostałych okazuje się, że źle je wypałniliśmy oraz że na dokumencie nie może być żadnego skreślenia. Wypełaniamy po raz kolejny… A czas mija… Po 4 godzinach pobytu na granicy dostejemy zielone światło na 13 dni pobytu [bo na tyle mamy wizy]. Jesteśmy w Rosji : )
Pierwsze co rzuca się w oczy to drogi, które są nieporównywalnie lepsze od ukraińskich, gdzie na gładkiej 3 pasmowej drodze przy prędkości 120 km można zaliczyć dziurę wielkości wiadra!! Tu jest lepiej, dużo lepiej. Jedziemy do Pavlowska.Dojeżdżamy przed godziną 22, pokój nie najgorszy, bez łazienki, a wydawało się nam że miał być z łazienką, ale po całym dniu w aucie już nam wszystko jedno. A po drugie przekonała nas cena, bowiem okazuje się, że jest wolny pokój z łazienką, ale ponad 2 razy droższy. Zamiast łazienki, okazuje się ze jest ‚wkluczione’ śniadanie : )

Dzień 6
Po obiecanym dzień wcześniej śniadaniu, całkiem niezłym ok godziny 8:30 wyjeżdzamy. Przed nami mały maraton bo 880 km do pokonania do Mineralnych Wód. Szacowany czas dojazdu z przerwą na obiad wskazuje na godzinę 20:00 więc nie jest źle. Ale życie wszystko weryfikuje. Już przed godziną 12, zatrzymujemy się wszyscy na autostradzie w wielo kilometrowym korku. Po około 30 minutach rozmawiam z Rosjanimen z auta za nami, który rozmawiał z kierowca cieżarówki, który zapewne przez CB dowiedział się, że daleko od nas był poważny wypadek i możemy tu postać do wieczora. Zdeżyły się 2 cieżarówki z tym jedna laweta przewożaca auta. Po ponad 2 godzinach ruszamy. Wkrótce widzimy skutki wypadku: rozbite wiele aut które spadły z lawety, uszkodzona laweta i niestety dosłownie zmiażdżona szoferka drugiej cieżarówki, która najprawdopodobniej najechała na tył lawety. Nie wiemy czy kierowca przeżył…
Mamy 2:40 opóźnienia. Robimy tylko 2 kilkuminotowe przerwy na stacji benzynowej i jedziemy. Znów dojeżdżamy przed 22 na nocleg z oczami na zapałkach. Pani średnio zadowolona, że o tej porze, ale w sumie miła. Pokój w szałowym fiolecie z kwiatami, ale jakie to ma znaczenie. Zasypiamy.

Dzień 7
Pobudka o 8:30 : ) Czyli luksus. Śniadanko wliczone w nocleg, pyszny omlet i jakaś warzywna sałatka, plus chleb ciastka, kawa, herbata. Ok 9:30 wyjeżdżamy pod Elbrus, do miejscowości Azau. Po drodze wiele kontroli policyjnych, ale nas nie zatrzymują. Do czasu. Młody policjant pokazujemy dla auta przed nami i dla nas byśmy zjechali na punkt kontroli. Policjant jest sympatyczny. Sprawdza dokumenty bagażnik i każe pójść z nim do budynku. Znajduje się w nim wielu zatrzymanych kierowców czekających na coś w kolejce. Policjant każe opróżnić kieszenie i przejść przez bramkę wykrywającą metale i iść dalej za nim. Pokazuje jeszcze moje dokumenty jakiemuś koledze, żartują z mojego miedzynarodowego prawa jazdy i że „płocho gawarju pa ruski”. Wszystko odbyło się w bardzo dobrej atmosferze. Życzyli dobrej drogi. Chwała Panu! Poźniej już nas nie zatrzymywali.
Po drodze udało się nam kupić przepyszny kwas chlebowy prosto z przydrożnej beczki. Coś niesamowitego : )
Koło 13 dojechaliśmy do hotelu Antau, w którym byliśmy rok temu. Wszystko wspaniałe, poza ceną która prawie dwukrotnie wzrosła, ale wart swojej ceny: 2800 rubli za 2 osoby za noc. Rozgaszczamy się i idziemy na obiad, a następnie na wyjście aklimatyzacyjne do pierwszej stacji kolejki linowej, na wysokość ok 3000 metrów. A nocujemy na wysokości 2300 metrów. Więc się aklimatyzujemy.
Na jutro planujemy drugie wyjście aklimatyzacyjne na Cheget 3772 metrów n.p.m. i powrót na nocleg.

Dzień 8
Cheget zdobyty !! Wysokość, jego to jednak 3769 metrów, tyle było napisane na kamieniu. Przewyższenie jakie pokonaliśmy to ponad 1600 metrów, tak więc kondycja chyba nie najgorsza. Góra do górnej stacji kolejki prosta technicznie, ale powyżej kolejki nieco skomplikowana. Po drodze spotkaliśmy jednak przewodnika, który kilka razy nam podpowiedział którędy iść, za co dziękujemy : ) Pogoda była fantastyczna, co niestety nie zapowiada się na najbliższe dni…
Mimo wszystko, jutro wychodzimy na Elbrus, tak więc relacja z kolejnych dni zdobywania dopiero po zejściu. Trzymajcie Kciuki i módlcie się o powodzenie „akcji” : )

Dzień 13 – Elbrus zdobyty!!!

Niestety z przyczyn technicznych dalsze uzupełnienienienie dziennika nastapi najprawdopodobniej po powrocie do Polski. Za co przepraszamy.